Chapter 1
She was just really sad. It was neither a grief kind of sad nor the kind which we experience when we don't get a decent grade at school. It was something different. Something, that grew in her from her childhood through her teenage years and it fully developed just now, when she was becoming an adult. Sadness. This feeling was piercing through her skin, so even when she smiled, she was smiling with sadness in her eyes. At first, she didn't know how to handle it. Step by step she learned to accept it, just like she accepted her average appearance, her everyday surroundings, her flaws and virtues. She treated sadness as a peculiar feature of her character, the inseparable part of herself. Sometimes she was even grateful for it because she could lose herself in it as long as she wanted until it was too visible for her loved ones. When it came to acting around strangers, she didn't bother with them too much. At that stage of her life she got used to questions. Rarely has she answered them so that the strangers always remained just strangers.
She regreted though that she wasn't that way in the club that night. She regreted that then everything was different. She regreted having hope. The hope is indeed the greatest enemy and the greatest provider of sadness at the same time because far too often it turns out to be delusive. This is how she met someone, did something, that under ordinary circumstances she would never have. In her head there was rattling only one question "Why? Why? Why?".
Rozdział 1
Była po prostu bardzo smutna. Nie był to jednak smutek w rodzaju żałoby po kimś, nie był to także ten rodzaj smutku, który towarzyszy nam, gdy nie dostaliśmy przyzwoitej oceny w szkole. To było coś innego. Coś, co dojrzewało w niej przez jej dzieciństwo, nastoletnie lata, a objawiło się w pełni teraz, gdy wchodziła w dorosłość. Smutek. Uczucie to przewiercało jej skórę na wskroś, więc nawet gdy się uśmiechała, uśmiechała się ze smutkiem w oczach. Na początku nie wiedziała jak sobie z nim radzić. Stopniowo jednak to zaakceptowała, tak samo jak akceptowała swój przeciętny wygląd, swoje codzienne otoczenie, swoje wady i zalety. Traktowała smutek jako swoistą cechę charakteru, nieodłączną część jej samej. Czasami nawet była za niego wdzięczna, ponieważ mogła się w nim zatracać tak długo, jak tylko chciała, o ile nie stawał się zbyt widoczny dla jej bliskich. Jeśli zaś chodzi o nieznajomych, nie przejmowała się nimi zbytnio. Na tym etapie swojego życia przyzwyczaiła się do pytań. Rzadko na nie odpowiadała, więc nieznajomi na zawsze pozostawali tylko nieznajomymi.
Żałowała, że nie było podobnie tamtej nocy, w klubie. Żałowała, że wtedy wszystko było inaczej. Żałowała, że pozwoliła sobie mieć nadzieję. Nadzieja jest bowiem największym wrogiem smutku, a jednocześnie jego najlepszym żywicielem, ponieważ zbyt często okazuje się złudna. W ten właśnie sposób poznała kogoś, zrobiła coś, na co w normalnych okolicznościach nigdy nie miałaby odwagi. W jej głowie wciąż kołatało jedno pytanie: "Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?".